Pewnego wieczoru z dna Jeziora Żabiego niespodziewanie wynurzył się wąż. Przybrał postać czarnoksiężnika i ruszył ku pobliskim zabudowaniom. Księżyc oświetlał mu drogę. Jeże żbiki i inne zwierzęta przyglądały się z krzaków jak puka do drzwi pierwszej chaty. Otworzyła mu gospodyni Bożenka z żelazkiem w ręku. Skrzywiła się i rzekła:

- O ty, żmijo przebiegła!  Po nocy się skradasz i budzisz uczciwych ludzi?

- Przepraszam, ale siedzę w jeziorze już tyle lat. Znudziło mi się. Przyjmij mnie do pracy. Będę stróżował, pracował przy żniwach, zbierał jeżyny, uprawiał warzywa, jeździł na targ po drożdżówki i bakłażany.

Zdziwiła się nieustraszona gospodyni,

- Skąd taka przemiana? - pomyślała, a głośno dodała: Każdy zasługuje na litość. No dobrze, zobaczymy, co jesteś wart.